Krótkie tango

Było sobie argentyńsko-polskie tango z dresiarzami, kurwami, alfonsami, śmiercią, miłością, bogiem, poezją, przekleństwami, rysowanymi przez dzieci kredą bramkami, gitarami, śpiewakami, mimami i kiepskimi twarzy mimikami. Było sobie argentyńsko-polskie tango z ludźmi, studentami, magicznym deszczem, letnim chłodem, chłodnym wiatrem, kamieniczkami, neonami i wizualizacjami na prześcieradłach i ścianach domów. Było sobie argentyńsko-polskie tango z Marią płaczącą krwawymi łzami i Marią kurwiącą się za pieniądze. Było sobie argentyńsko-polskie tango opowiadające o przemianach i przeciwieństwach – o kurewstwie i świętości, o śmierci i cyrku, o muzyce bez słów, o uczuciach  i z uczuciami, o uśmiechu i żalu.  Było sobie  argentyńsko-polskie tango przynoszące taniec i cierpienie i było sobie drugie, milczące. Było sobie argentyńsko-polskie w portowej spelunie, grane przez biednych grajków, dla których zarobek wyższy jest niż sztuka. Było sobie kiedyś krótkie, przerywane, argentyńsko-polskie tango…

PS. Mateuszowi gratulujemy 100 pięćdziesiątej notki.


Moulin Rouge OST – El Tango de Roxanne

Odpowiedzi: 3

  1. magicznym deszczem?

  2. Bo deszcz padał, ale się go w ogóle nie czuło. Leciał z nieba, co było widać w świetle nocnych latarni, ale nie moczył i nie ziębił. Ot, magiczny deszcz. Marta może potwierdzić.

    Poznań, 27 czerwca 2009, 04:42

  3. marta potwierdza. to był magiczny deszcz.

Dodaj komentarz