
41 niewypalonych papierosów
Siedzę w metrze.
W metrze jest zakaz palenia papierosów.
Więc siedzę.
Bez papierosa.
Bez kawy.
Bez wódki.
Męczę się niemiłosiernie.
Jadę już dwadzieścia minut.
Bez smaku siwego dymu w ustach.
Bez Camela w gębie.
Dwadzieścia minut.
To czterdzieści jeden niewypalonych papierosów.
Jedna pełna butelka wódki.
Dziewiętnaście niewypitych kaw.
Siedzę.
Przyklejam wzrok do szyby.
Żeby tylko zapomnieć o czterdziestu jeden niewypalonych papierosach.
W chwili słabości myślę, że to nawet nie musiałby być smaczny papieros Camel.
Mógłby to być jakiś papieros z niebieskim lub srebrnym paskiem.
Nawet papieros mentolowy.
Dlaczegóż nie mógłby to być chociaż papieros mentolowy?
Chociaż jeden w ciągu jedenastu już minut.
Siedzę i wyraźniej widzę rzeczywistość.
Upierdoloną podłogę metra.
Popierdoloną młodzież z nielegalną bronią.
Przejeżdżam przez wszystkie stacje.
Każdą mijam obojętnie.
Minuta za minutą uciekają mi chwile bez papierosa w gębie.
Czterdzieści dwa, czterdzieści trzy, czterdzieści cztery niewypalone papierosy.
Dojeżdżam w końcu do stacji Metro Centrum.
Wysiadam i obmacuję swoje ciało w poszukiwaniu pudełka papierosów.
Nie ma, kurwa, nie ma papierosów.
Nie ma papierosów, jest święto.
Wszystkie sklepy pozamykane.
Wszystkie kioski pozamykane.
Kurwa.
Przeklinam pod nosem.
Widzę kobietę.
Kobietę o pięknych oczach.
Kobietę z papierosem w uszminkowanych ustach.
Podchodzę do niej.
Zaglądam głęboko w oczy.
Pytam się grzecznie czy poczęstuje mnie papierosem.
Przytakuje lekkim skinieniem głowy.
Wyciąga paczkę fajek mentolowych.
Biorę jedną.
Ona podaje mi zapalniczkę.
Ja zapalam i zaciągam się.
Kurwa.
Przeklinam pod nosem.
Zakończenie alternatywne:
Widzę kobietę.
Kobietę o pięknych oczach.
Kobietę z papierosem w uszminkowanych ustach.
Podchodzę do niej.
Zaglądam głęboko w oczy.
Mówię do niej zachrypniętym głosem – DAJ KAMIENIA!
Świetliki i Linda – Filandia
Zamieszczony w: przerost formy nad treścią, video | Otagowane: dekadencja, kamień, kawa, kurwa, papieros, poezja, wódka, wiersz, świetlicki
Pierwszy.
Nie chciałem tego umieszczać w notce, więc napiszę kilka rzeczy jeszcze tutaj.
Utwór powstał właściwie dzięki Robertowi, z którym w metrze warszawskim usiłowaliśmy parodiować Świetlickiego. Moim skromnym zdaniem wyszło całkiem zgrabnie, choć żałuję, że nie mieliśmy dyktafonu, bo na żywo było o niebo lepsze. Może następnym razem. ;)
Dzięki Robercie :*
a ja słyszałam wersj ‘kurwa to sa slimy….” czyt jakos tak ;p
O_o
Mat :D ;*
Zajebiste. Najlepsza jest popierdolona młodzież z nielegalną bronią, to jest takie Świetlickie. :P
Lepsze nawet od parodii Świetlickiego, co ją kiedyś popełniłem, a chyba mało kto pamięta (“Konformiści”). :)
Ja pemiętam Twoich Konformistów. Zacne bardzo takoż.
Dlaczegóż by nie…? (za ten tekst szacun dla pana Świetlickiego)