
Warszawa jest miastem miliona pomników i miliona budek z szybkim żarciem, tak zwanym trash food. Na rogu każdej ulicy stoi rzeźba przedstawiająca osobę, która nigdy w Warszawie nie była, lub była, ale jedynie przejazdem, a zaraz koło takiej marmurowej postaci stoi kiosk z kebabem, hamburgerem i zapiekanką. Oczywiście nie byłoby w tym nic dziwnego, bo w końcu jest popyt to musi być i podaż, więc sprzedawanie takiego jedzenia, mimo, że robionego z odpadów radioaktywnych, a przez to strasznie smacznego, porządkiem rzeczy musi się na ulicach pojawiać. Ale… Zawsze jest to jedno, cholerne ale, i nie chodzi tutaj o gatunek piwa (dowcip z cyklu żenujących żartów prowadzącego). Ale Warszawski fast food jest obrzydliwy. Rodowitym mieszkańcom tego miasta (a jest tu ich pewnie tylu, co rodowitych Amerykanów w ich państwie) może smakować odgrzewany w mikrofali chleb ze skrawkami jakiegoś kota, ale tylko dlatego, że nie mają porównania. Nie wiedzą jak smakuje kebap w Poznaniu, gdzie sos nie skapuje z bułki, a doskonale, dzięki swej gęstości, wypełnia luki między sałatą i usmażonym, a nie odgrzewanym mięsem, ociekającym tłuszczem mięsem. Nie doszło do ich wiedzy, że warzywa powinny smakować jak warzywa, nie zaś jak rozmoczony papier i że bułkę też można opiekać, aby była gorąca i chrupiąca, a nie ledwo ciepła i gumowa. Są zatraceni w swoich obrzydliwych, wiejskich, śmieciowych budek, a przecież tak łatwo wpaść do Poznania, czy do Krakowa, gdzie nawet na dworcu mają dobry kebap, i przekonać się ile się traci wydając ciężko zarobione 10zł na donera czy duruma w stolicy.
Thief – Hold on, hold on
Zamieszczony w: przerost formy nad treścią, video | Otagowane: fast, food, kebab, kebap, kraków, Poznań, warszawa, śmieci
Nigdy nie jadam kebabów i innych śmieci z ulicy. A ponieważ nigdy i niegdzie, nie mam porównania. A w renomowanej śmieciojadłodajni zwanej McDonald wszędzie smakuje tak samo.
“Idziemy tam i, że się tak wyrażę do diaska
bo o – ja pierdolę – trudno, kiedy to co widzę mnie przerasta
I wierzę z trudem to wszystko stoi
Jedna koło drugiej, jakieś siedem budek typu Bistro
Granicząca z absurdem jednorodność
Frytki, hamburger, zapiekanka, hot-dog”*
Ogólnie to powiem tak. Co do Kebaba w Poznaniu to bywało z nim różnie. Już nigdy nie zjem go w “Bule” koło okrąglaka. Tam jadłem zdecydowanie najgorszego w życiu. Kawałek dalej koło sfinksa jadłem już lepszego ale wyjątkowo biednego w mięso :/. Niedaleko mojego osiedla podawali mi całkiem “dobre” jadło jednak mój żołądek kapitulował po nim :( No i jadło się lepsze i gorsze. Przekonuje się że lepiej zamówić sobie tortille w Macu i zapłacić za nią prawie 8zł ale zjeść do raz że zawsze dobrze smakuje i ma dosyć sporo mięsa w środku. Jak nie torttila to 3x Kurczak burger. Ewentualnie jakiś makaronik w Piccolo.
Konkludując – Nie oceniałbym aż tak pozytywnie naszych fast-foodów. Ich poziom pozostawia nadal wiele do życzenia.
Przypis * – Łona – Świat jest pełen filozofów.
No, ale na Wielkiej jest super kebab na przykład. Tutaj nie ma żadnego takiego miejsca. A przynajmniej jeszcze go nie znalazłem. A próbowałem!
Kebab to nic. Knysza pita we Wrocławiu rządzi.