
Jeśli nadejdzie taki czas, że będę ubierać się w garnitur na co dzień, to proszę, niech mnie ktoś poinformuje, że się zestarzałem, zwapniałem i zezgredziałem. Oczywiście, są chwile, kiedy mężczyzna musi ubrać się formalnie lub na, jak to mówią, galowo, są też takie momenty, że facet wciska się w sztywny uniform żeby wyglądać na ważnego, bo na to można poderwać kobiety, ale przywdziewanie takiego odzienia może i świadczy o klasie, ale również o tym, że zostało się zamkniętym w klitce, klatce.
Zresztą nie wiem jak może mężczyzna się dobrze czuć w tym formalnym stroju – ani to wygodne, ani przyjemne w dotyku. Może i biznesmeni, wydający na swoją własną złotą klatkę grube pieniądze, żeby tylko przy zakładaniu pieściła zmysły, mogą czuć się w niej jak ryba w wodzie, ale choćby przedstawiciel handlowy, który musi ubierać się w to cudaczne odzienie do pracy odczuwa pewien dyskomfort, gdyż jego odzienie wierzchnie nie kosztowało więcej niż paręset złotych. W sumie to może być klucz do zagadki. Im ktoś jest bogatszy tym na większy luksus może sobie pozwolić w kwestii odzieży i może taki gajer za kilka tysięcy naprawdę jest wygodniejszy niż cokolwiek co kiedykolwiek miałem na sobie. A może wręcz przeciwnie – może bogacze lubią się katować jak niektórzy zakonnicy w wiekach ciemnych. Marynarka namiastką pejcza.
I to się chyba właśnie kobietom najbardziej podoba w mężczyznach przebranych za pingwiny. To, że się tak poświęcamy dla nich dusząc się w namiastce bogactwa. Z drugiej strony – facetów też najbardziej pociągają dziewczyny głodujące, maltretujące swe nogi kilkunastocentymetrowym obcasem i w dodatku opasane gorsetem. Zabawne te ludzkie zboczenia – najbardziej podnieca nas niewygoda drugiej osoby. Choć może to być też element gry wstępnej – “widzę, że Ci w tym niewygodnie, pozwól, że to z Ciebie zdejmę”.
Vermillion Lies – Global warming
Zamieszczony w: przerost formy nad treścią, video | Otagowane: garnitur, marynarka, studniówka, uniform
A mnie kręcą garniutry jupiiiiiiii!
Garnitury, mundury… Nic nie poradzisz, lepiej podkreślają sylwetkę niż jakeś niekształtne bluzy i szerokie spodnie.
Skoro nie da się z tym walczyć to lepiej polubić. :)
ps. Z tego co słyszałam od grubych ryb, drogie garnitury nie są wygodniejsze, może te szyte na miarę ciut, ale to i tak nie to dla osobników przyzwyczajonych do garderoby jak Twa.
Z tekstu który napisałeś może wynikać że jedyny garnitur w którym chodziłeś został zakupiony ( w 95%) w MIDO. Co za tym idzie, nie jest on nawet 3 czy nawet 4 kategorii. Jak sam zauważyłeś nie miałeś na sobie lepszego garnituru, więc niektóre twoje teksty to takie “gdybanie” Drugi wniosek jaki może się nasunąć to, to że miałeś po prostu źle dobrany garnitur. W takich niszowych sklepach w jakich się zaopatrujemy jest to bardzo możliwe.
Przyznam się, że bardzo lubię nosić garnitur, jednak nie robię tego częściej niż jest to potrzebne. Dlaczego lubię? Bo jest ładny lub jak kto woli gustowny (oczywiście w nie tylko moim mniemaniu). Bo dodaje mi +3 do zajebistości +8 do Powagi i +4 do Poprawnej postawy.
Po za tym jestem osobą trochę sentymentalną i jakby była możliwość to nie miałbym nic przeciwko aby poruszać się w jakimś stroju z początku XX wieku. Mam tu na myśli Frak i jakiś gustowny cylinder na głowę. (oczywiście bez fioletowej wstążki :P)
Większym problemem dla mnie jest obuwie. Moim zdaniem jest za sztywne a podeszwa za płaska i często też za twarda.
Hmmm…
Jak już wspomnieli rozmówcy powyżej: garnitur garniturowi nie równy. Sugerowałbym się zatem udać do jakiegoś salonu, może być Pierre Cardin i tam dokonać eksperymentu na kilku owych “okropnych” przedmiotach i dopiero po takowym wszczynać debatę na temat owej “okropności”.
Nie stawiałbym też garniturów obok marynarek w wersji letniej/jesienno-zimowej, gdyż to całkowicie inne materiały i inaczej się je nosi. To taki sam błąd jaki robią ludzie stawiając bluzy ze zwykłego, taniego polaru obok polaru oryginalnego – całkowicie inne oddziaływanie, właściwości cieplne, wchłanianie,…
Dobrana marynarka może pasować i do koszuli i do zwykłej wygodnej bluzki, bluzy (ja np. nie znoszę swetrów), a także i do inszej od marynarkowej dolnej warstwy czyli spodni i butów, do takowej można ze spokojem założyć dżinsy i adidasy i będzie all ok i nawet (choć się nie znam, bo kogo to obchodzi…) prawdopodobnie zgodne z modą.
Możliwe, że Twoje spojrzenie na marynarki zmieni się z upływem lat ;)
W takim razie jak muszą “cierpieć” kobiety, od których niejako wymaga się by stale były zadbane i ładnie ubrane…?
Garnitury jak najbardziej!
Zapomniałem dodać że ostatni tekst z notki mnie po prostu zamiótł.
jaką dyskusję wszcząłeś :D a wszystko przez moją studniówkę ;p trzeba było iść do normalnej szkoły, to bym miała studniówkę zanim Cię poznałam ;pp
Siwy: Pierwsze primo – cały mój tekst to gdybanie i wariacja na temat “dlaczego nie lubię garniturów”, a po drugie primo to fraki są zdecydowanie fajniejsze. I ten fioletowy cylinder… :)
Taurenarmo: Marynarki niektóre lubię, ale nie te od garnituru. Nie lubię sztywnych uniformów i tyle. ;)
“facetów też najbardziej pociągają dziewczyny głodujące, maltretujące swe nogi kilkunastocentymetrowym obcasem i w dodatku opasane gorsetem.”
Skądże znowu, nieprawda. Przynajmniej nie wszystkich. Nie mówię o sobie, bo jestem aseksualny, ale robiłem badania ;)
Ej, no ja tam lubię siebie w garniturze:) Uważam, że – pierwsze primo: garnitury mi leżą i mi pasują; drugie primo: wyglądam w nich na bardziej godnego zaufania; trzecie primo: nieźle się w nich czuję co wynika z dwóch poprzednich:)
Ściskacze:)