
Już kiedyś, gdzieś w okolicach “Reratyzacji”, pisałem o tym, że pomysły przychodzą do mnie podczas zadań wymagających małego nakładu myślenia. Więc wpadam na różne stojące dziwadełka podczas tak interesujących czynności jak zamiatanie podwórza, koszenie trawy czy branie gorącego prysznica. Tylko, żeby nie było, tym razem nie uderzyła mnie żadna genialna myśl, ot po prostu wpadł mi do głowy tytuł, wokół którego postanowiłem bez żadnego wcześniejszego przygotowania obudować całą notkę, co niniejszym czynię. I tak nic z tego nie wyjdzie.
[tutaj następuje krępująca przerwa, związana z tym, że autor nie wie co napisać]
[pauza się wydłuża, gdyż autor, mimo już wymyślonego tematu, nie wie jakimi słowami rozpocząć pisanie]
Ludzie dzielą się głównie na wzrokowców i słuchowców. To jeden z tych odgórnie narzuconych, choć czasem sztucznie, podziałów, tzw. rozbić dzielnicowych. Coś jak praworęczni/leworęczni, kobiety/mężczyźni, czarni/biali/żółci/zieloni, wierzący/niewierzący, pytanie/zadanie, oral/anal… Ja w sumie do żadnej z tych grup nie należę, bo pamięć słuchową mam tak średnio 2-sekundową, więc ludzie bardzo często są na mnie źli, że nie robię tego, o co mnie poprosili dzień wcześniej. Jeśli zaś chodzi o zapamiętywanie rzeczy widzianych to ja naprawdę nie potrafię znaleźć szmatki, którą setki razy widziałem w tym samym miejscu. Trochę dobijające, ale za to jestem całkiem niezłym węchowcem, a przynajmniej tak mi się wydaje.
Tak jak wszyscy, wiem jak pachnie siarkowodór, czyli tak zwane “zgniłe jaja”, curry, które w orientalnych sklepach miesza się z powietrzem w stosunku 50/50, przez co wchodząc do takiego przybytku, właściwie oddycha się ową przyprawą, pizza, niezależnie od składników, przypalone włosy, czy szambo… Ale to wiedzą wszyscy, bo są to zapachy bądź przyjemnie intensywne, bądź intensywnie odrzucające. Ludzie natomiast mają kiepską pamięć do woni pospolitych. Nie wiedzą jak pachnie ich znajomy, czy pies, chyba, że ten drugi jest przemoczony.
Wszystko to zawdzięczamy ewolucji wstecznej zmysłu węchu, bo do życia bardziej nam się przydaje zmysł wzroku i słuchu. Po co nam bowiem nos w dzisiejszym świecie audio/video. Do odbierania billboardów wystarczą nam przecież oczy, a do przyswajania pirackiej muzyki – uszy. Ja jednak wolę pozostać w świecie, w którym węch się porzydaje. Gdzie każda kobieta wydziela swój specyficzny zapach, który przyjemnie miesza się z perfumami docierając do receptorów feerią pozazmysłowych doznań.
Tak, jestem trochę zapachofilem.
Leonoff – Okulary od Armaniego
Zamieszczony w: przerost formy nad treścią, video | Otagowane: anal, audio, curry, dzielnica, filia, nos, oczy, ogień, oko, oral, pamięć, perfumy, pizza, podział, prysznic, pytanie, rozbicie, siarkowodór, smród, szambo, słuch, ucho, uszy, video, woń, wzrok, włosy, węch, zadanie, zapach
No i co, kłamałeś. Fajna notka.
Ja osobiście nie łykam teorii o determinizmie naszych percepcyjnych możliwości – bo to imho w dużej mierze kwestia zaangażowania w kontakt z resztą świata – i przychylam się do ludzi złoszczących się, gdy muszą coś dwa razy powtarzać. :P
dobrze, że nie przychylasz się do ludzi złoszczących się, gdy ich obwąchuję ;)
ja też się nie złoszczę, ale bawi mnie to czasem. takie urocze nawyki ;)
ja się za to zaliczam do grupy osób lubiących mieć wszystko pod kontrolą. jakoś tak. przynajmniej tak mi teraz przyszło do głowy.
ja też lubię mieć wszystko pod kontrolą. to przejaw nadodpowiedzialności za innych.
ja jestem za to nieodpowiedzialny za wszystkich… to się jakoś wyrównuje chyba… ;)
Ja za to rzeczywiście uważam, że zmysły są w jakiś sposób zdeterminowane: musi być, moim zdaniem, w tym jakaś prawidłowość, że faceci naprawdę nie potrafią robić dwóch reczy na raz – a kobietom wychodzi to tak prosto.
Jeśli chodzi o zapachy – to ja naprawdę jestem kompletnym zerem. Znaczy, lubię zapach zgaszonej świeczki, pizzy i kokosu – myślę jednak, że nie poznałbym Avon Celebre, któego używa Laura ani nawet mojejwłasnej wody kolońskiej. Ostatnio próbowałem w Rossmanie znaleźć Str8, któego używałem przez pół liceum – ani cholery, nie umiem poznać. Za to – co mnie pociesza – wzrok mam dobry, co się przydaje tak na ulicy (zwłaszcza latem), jak i w galeriach:)
Pozdro, Michał