
W szybie kawiarni, zresztą jego ulubionej, odbijała się sylwetka kobiety bez wieku, ubranej w wełniany, bezbarwny, drapiący habit. Plecami leżała na białym plastikowym krześle, jednym z tych, którymi katowane są wszelakie ogródki działkowe, ręce wznosiła ku górze, jakby czciła boga życia i śmierci, lecz zamiast błagalnych dłoni miała czarne, drewniane gałki, takie same jak ta, która wyrastała w miejscu głowy. Smukłe nogi, zakończone dłońmi o pajęczych, długich i cienkich palcach, przędły na kołowrotku nić, zmieniającą się powoli w szary dym papierosowy, w którym na popielatych gołębich skrzydłach wisiały żarzące się ogniki papierosów, niczym posłańcy powolnej samobójczej śmierci.
Cała ulica budziła się do życia w promiennym soku świeżo wyciśniętej pomarańczy słońca. Kwaśne krople skapywały po dachach rudych kamienic i zostawiały lepki osad na wypolerowanych nocą oknach. Resztki miąższu, spływały do studzienek kanalizacyjnych, przez zardzewiałe kraty przy piekarni pachnącej świeżym pieczywem już od czwartej nad ranem, oraz sklepie tytoniowym z którego zawsze wypływała woń indyjskiego tytoniu fajkowego.
Sangre wrzucił książkę o barwie herbaty zaprawionej cynamonem oraz o zapachu bibliotekowego kurzu, do torby. Zaczynał się nowy dzień, a on właśnie skończył czytać. W tym mieście ciężko wytrzymać do wieczora, jeśli nie można się choć na chwilę wybrać do świata wyobraźni i surrealistycznych wizji. Bez książki ten dzień będzie cięzki. Był głupcem, że tak szybko ją pochłonął, ale w końcu z uzależnieniem ciężko walczyć. Nałóg jest silniejszy od zdrowego rozsądku. Teraz nie może dać się pochłonąć miastu, bo stanie się taki jak wszyscy inni. Przezroczysty.
Zamieszczony w: przerost formy nad treścią, surrealizm
Zamocne, jakby powiedział bohater komiksu. :D
Promienny sok świeżo wyciśniętej pomarańczy słońca? Moc! :D
Hm. Przybiło mnie trochę magicznie. Tytuł nie wróży nic dobrego…