Z dala od centrum wszechświata

Poszło. Wszystko poszło sobie w kąt. Przeobraziło się, wywróciło na drugą stronę, zwymiotowało, zjadło i zwymiotowało z powrotem. Wszystko, dosłownie wszystko. Miejsce zamieszkania z ustronnego bagna przeobraziło się w betonową dżunglę. Nie mam przy sobie ludzi, których miałem zawsze, za to pojawili się nowi, inni. Stare, tak dobrze znane ścieżki stały się nieznanymi labiryntami wiodącymi ku zgubie. Banalne – “coś się kończy, coś się zaczyna” znajduje teraz swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. A zielone ściany w ciasnej komórce pod schodami zastąpione przez żółty przestronny pokój, pewnie tęsknią. Tak samo jak czarno-biała pupa na ścianie. Dobrze, że chociaż jest internet.

Coś się wciąż i wciąż zmienia.

Nie mogę złapać weny. Brak mojego zimnego pokoiku i lustrzanego odbicia w pośladkach modelki odbierają mi chęć na pisanie czegokolwiek. Za oknem już nie ma smutno zwieszonej brzozy, która była domem dla wielu owadów i owadożernych ptaków, a czasem i dla kur, za to jest kilka drzew beznamiętnie wpatrujących się w podwórkowy śmietnik. Nie ma już tych emocji, bo wszystko wokół jest takie obojętne, bez przeszłości i wspomnień. Z sufitu nie zwiesza się już martwy pajączek, a w klawiaturze nie ma wspomnień po starych posiłkach. Tylko muzyka sącząca się z głośników pozostała taka sama.

Dobrze, że w sklepie niedaleko mojego miejsca zamieszkania można kupić Koźlaka i Żywe. Mogę zostać szczęśliwym piwoszem. A w przyszłości może i menelem. Jak dorosnę zostanę lesbijką, degustatorką piw. I to będzie dobre.

Federal Drugs Administration – Androgynoel

Jedna odpowiedź

  1. Melancholijnie, zwłaszcza rzyganie.
    Poza tym. Mnie się tu podoba. :)) (mimo Twojej muzyki ;P)

Dodaj komentarz