
Czasem ma się takie chwile, że człowiek czuje się rozpieprzony na miliony kawałeczków. Przeważnie rzecz ma się, kiedy dany osobnik jest zmęczony i myśli tylko o tym, żeby spocząć gdzieś na krześle, w łóżku, lub dwa metry pod ziemią. Kwestia psychiki. Ale oczywiście zdarza się też, że umysł płata nam figle i fika koziołki dla rozrywki. Bierze i zapomina lub wplata między normalne myśli, jakiś dziwaczny pomysł, bądź wręcz przeciwnie, wycina nam kawałki wspomnień.
Dzisiaj przyjechał sobie starszy pan, Fiatem Cinquecento, otwarł bak i kazał lać za dwadzieścia złotych. Wziąłem pistolet i zacząłem sikać, kiedy ten sam miły staruszek krzyknął, żebym przestał. Myślałem, że coś pomyliłem, może wziąłem dziewięćdziesiątkę ósemkę zamiast dziewięćdziesiątki piątki, a może olej napędowy. Ale nie, pan wytłumaczył się, że nie przyjechał po paliwo, tylko po wyniki losowania Dużego Lotka, a paliwo wziął, ot tak, z przyzwyczajenia. Za złotówkę dostał ćwierć litra benzyny. Ciekawe czy coś wygrał na loterii.
Tego samego dnia ja poczułem się również trochę wycięty z rzeczywistości i wklejony ponownie. [ctrl] + [c], [ctrl] + [v]. Bowiem wyczułem wokół siebie jakieś załamania rzeczywistości i zabity rachunek prawdopodobieństwa. W końcu jaka jest szansa na to, że jadąc jednym autobusem, a następnie jednym tramwajem, w południe, człowiek natknie się na kontrolę biletów w obu środkach komunikacji? Raczej nikłe. Pewnie mniejsze niż możliwość trafienia “szóstki” w losowaniu Lotto.
Lecz takie rzeczy nie dzieją się od święta. W końcu każdego dnia, kiedy zabieram się za pisanie notki na bloga, lub za spisywanie snów w senniku czuję się jakbym trochę wyparowywał z rzeczywistości, a potem skraplał się i zamieniał w ciało stałe na powrót. Głównie ogarnia mnie takie uczucie, kiedy czytam to co napisałem. Czasem nie przypominam sobie abym coś konkretnego wystukiwał na klawiaturze, a czasem nie wiem o co mi chodziło. Dziwię się w końcu i dochodzę do wniosku, że prawie osiągam poziom Haza. Tylko, że ja mam tak tylko podczas pisania, a on wciąż. W mowie, myśli, uczynku… A może to po prostu przypadłość Mateuszów. Kto wie, kto wie…
Fisz – Polepiony
Zamieszczony w: przerost formy nad treścią, video | Otagowane: bilet, blog, dziadek, dzień świstaka, dziwactwo, kanar, kontrola, losowanie, loteria, rzeczywistość, samochód, stacja
Przez chwilę pomyślałam sobie, że tym Fiatem to na Umultowo i już chciałam się pytać jak tam trafił ;P
Przez Wildę. Jak wszyscy ;)
Be te wu – Kocham słowo Rozcapierzenie! :D
O! To o mnie piszesz! ;P
Tak jak Zoltar i Winix ;)
A Winix ma bloga? :)