
Jak sobie z wczoraj przypominam miałem “Coś o zapachach i deja vu i piosenkach i ciężkiej pracy. No i oczywiście o szczurach oraz samym blogu” napisać. Dzisiaj lub wczoraj. Wczoraj zapomniałem, bo zmęczenie wyprało mnie ze wszelkich myśli i ubrało mnie w zimne i mokre bóle stawów kolanowych. Dzisiaj już trochę jaśniej w moim małym rozumku, ale pewnie jeszcze nie aż tak dobrze, jak mogłoby się wydawać mnie, osobom trzecim czy czwartym.
Może zacznę od tych woni. Otóż stacja benzynowa, która od jakiegoś czasu jest moim drugim domem… Ale raczej jednym z tych, które w nocy są zamieszkane przez skrzypiące drzwiami starych szaf Powroty, przeskakujące ze ściany na ścianę niewyraźne Cienie, sapiące pod łóżkiem Stwory i inne hybrydy. Taki sierociniec. No wiec ta właśnie stacja jest również mieszkaniem dla wielu woni i nie chodzi tutaj tylko o opary benzyny i ropy. Bowiem miejsce to sąsiaduje z pizzerią, co daje naprawdę dziwne mieszaniny. I to właśnie one miały być tematem mojego wywodu. Lecz z braku chęci i pomysłu na formę postanowiłem tylko nadmienić, że czasami powietrze pachnie malinami czy gumą do żucia, innym razem zgniłą rybą, śledziem i marcepanem, a czasami nawet kurzem oraz, co teraz jest najbardziej na czasie, starą mokrą gąbką do tablicy oraz kredą białą. I to tyle. Przejdźmy dalej…
Deja vu. Miało być równie interesujące jak zapachy, ale zginęło i zostało zapomniane oraz nieskatalogowane, więc nie ma o czym mówić. Podobna sprawa ma się z piosenkami. Ciężka praca natomiast jest dość łatwa do zapamiętania, ale nie jest wdzięcznym tematem do wszelakiego rodzaju rozważań. Wiec zapomnijmy o niej. Kontynuując więc zostały szczury i sam blog. A jedno z drugim się łączy, wiec można je trochę pomaltretować.
Sprawa przedstawia się tak. Puchatek. Albo lepiej zostawmy go w spokoju… Sprawa ma się inaczej. Mój blog nie miał odżywać teraz, to znaczy we wrześniu, gdyż praca rzadko kiedy zostawia mi jakiekolwiek siły, żeby móc jeszcze wytężać umysł. Ale jako, że jestem niecierpliwy i nie mogłem sobie spokojnie poczekać do ostatnich dni września, cała sprawa wypłynęła pod koniec sierpnia. Przełomu nie ma, a miał być. Potem już nie będzie z tego takiej frajdy, ale po prostu bardzo brakowało mi bzdurnego pisania o niczym. Może gdybym poczekał wyszłoby z tego wielkie dzieło. A tak powstało byle jakie byle co. Ale są obrazki. I to się liczy.
Zamieszczony w: przerost formy nad treścią | Otagowane: blog, cierpliwość, piosenka, powrót, praca, szczur, woń, zapach
nie zostawiaj Puchatka!!!!
Przyjdzie październik, studia, przespane noce i odpoczynek, to i blog odżyje! :D