
Coś się kończy, ale nic się nie zaczyna. Dla niektórych ostatni dzień sierpnia lub, względnie, pierwszy dzień września, jest ostatnią chwilą odpoczynku przed kolejnymi miesiącami uczenia się i uczęszczania do przeważnie strasznie nudnego przybytku, jakim jest szkoła. Dla innych jest to zwyczajny dzień pracy, który został obcięty o dwieście czterdzieści minut. A, że skrócenie czasu pracy z dwunastu do ośmiu godzin to nie w kaszę dmuchał, trzeba się radować. Dłuższy sen, wcześniejsza obiado-kolacja. Same pozytywy.
Ale skoro już jesteśmy przy takich zmianach noworocznych to dorzucę jeszcze kilka szczególików. Takie pierdółki, które naszły na mnie podczas zamiatania podjazdu na stacji benzynowej. Bo tak właśnie działam – zaczynam obrastać w idee, kiedy zajęty jestem jakąś nudną, monotonną i niezbyt absorbującą pracą. Należą do nich między innymi zamiatanie czy koszenie trawy. Oczywiście myśli te często są bezsensowne, niemożliwe do realizacji, zapominane i tylko niektóre z nich zostają w główce na dłużej. Jedną z takich inicjatyw było (wtłoczone w tej notce) zmienienie stylu publikowanych notek. Może nie za bardzo, bo nie lubię dużych zmian, więc po prostu zamiast otwierającego cytatu (który często był do notki niedopasowany) będę dawać obrazki (również niedopasowane, ale cóż, zmiany miały być minimalne). Ktoś powie, że z jednej rutyny popadnę w inną, w dodatku już szlifowaną w wielu podobnych miejscach. A ja na nich wypnę pośladki zza krzaka. Po czym powiem, że dokładnie tak! Na tym to w końcu polega, żeby brać trendy a potem mówić, ze samemu się jest trendseterem.
Miałem coś jeszcze dopisać, ale mnie się zapomniało. Coś o zapachach i deja vu i piosenkach i ciężkiej pracy. No i oczywiście o szczurach oraz samym blogu. Ale to może jutro. Albo za chwilę, kiedy sobie przypomnę…
Albo i nie.
Zamieszczony w: przerost formy nad treścią | Otagowane: obraz, pamięć, praca, szczur, szkoła, wakacje, wrzesień
zapraszamy do Warszawy.