Tabu

Tabu – jest to głęboki i fundamentalny zakaz kulturowy, którego złamanie powoduje spontaniczną i niejednokrotnie gwałtowną reakcję ze strony ogółu przedstawicieli tej kultury, gdyż jest przez nich odbierane jako zamach na całą strukturę tej kultury i jej integralność, a więc jako zagrożenie dla dalszego istnienia danego społeczeństwa. Tabu może obejmować czynności, miejsca, przedmioty lub osoby. W najczystszym i najpierwotniejszym znaczeniu terminu czynności te, miejsca, osoby i przedmioty są zarazem zakazane i święte.

W nieco węższym, tylko do niektórych społeczeństw odnoszącym się i bardziej potocznym sensie, są to sprawy, działania, zagadnienie, co do których istnieje rodzaj “zmowy milczenia”. Funkcjonujące w danej społeczności tabu jest wówczas rodzajem autocenzury, zwykle głęboko wpajanej w trakcie procesu wychowawczego. Tabu zabrania głośno mówić, pisać, a nawet myśleć i zauważać sprawy nim objęte.

Wikipedia – Tabu

Tabu może być na przykład śmierć. Nie, nie może. Jest! Od zarania dziejów o umieraniu sie nie mówi, nawet w dzisiejszych czasach jest to temat trudny i dla wielu osób drażliwy, choć mnie osobiście jakoś nie rusza. Przepowiadanie śmierci może mieć bowiem skutki katastrofalne i do niej prowadzić. Naprawdę. Świadczy o tym pewna opowiastka.

Nie wiem czy to historia prawdziwa, czy tylko urban legend, ale podobno dawno, dawno temu żyła sobie księżniczka. No dobra, bez bajania i ściemniania i rysowania drugiego dna, które jest puste. Była sobie babeczka, taka dość młoda. Wierzyła we wróżby i prawdopodobnie w Boga (tak jak większość dewotek, które w każdą niedzielę chodzą na mszę, a w każdy poniedziałek czytają swój horoskop). Takie połączenie oczywiście nie może przynieść dobrych rezultatów, bo pan Bóg nie lubił czarowników – co dosadnie pokazała inkwizycja. No więc kobieta ta poszła do wróżki. Jak zwykle po to, żeby zadać pytania na które można odpowiedzieć w najbardziej zawiły sposób i każda odpowiedź klienta ucieszy – czy będę mieć problemy z pieniędzmi, z pracą, zdrowiem, dziećmi, mężem, piątką kotów… i tak dalej. Wróżka oczywiście odpowiedziała jak tylko potrafiła – mąż i dzieci będą się zachowywać jak dotychczas, w pracy żadnych zmian, jeden z kotów może mieć problemy z oddawaniem moczu, za miesiąc będziesz mieć dobry wpływ gotówki… i zakończyła enigmatycznym – umrzesz dokładnie za rok.
Babka się zdenerwowała, że zostało jej tak mało czasu. Ale któż by się nie zestresował, gdyby jedyna osoba, której naprawdę wierzymy, w tym wypadku pani wróżka, powiedziała, że zostało nam nie więcej niż dwanaście miesięcy życia. Więc zaczęła załatwiać wszystkie swoje sprawy, żeby niezałatwione nie zostały w spadku dla jej dzieci. Spisała testament. I tak dalej i tym podobne. A kiedy przyszedł ten dokładny dzień – umarła. Tak jak wróżka przepowiedziała. Ale nie miała żadnego wypadku, nie zginęła też na śmiertelną chorobę ani z przyczyn naturalnych. Nie skonała ze strachu, ze śmiechu ani niczym się nie udławiła. Po prostu – taka presja na niej ciążyła, że nie mogła unieść tego ciężaru – powiesiła się.

Tak więc tabu jest silne. Jest było i będzie. Zwłaszcza tabu magii, śmierci, bóstw. W czasach prehistorycznych, kiedy żadna cywilizacja się jeszcze nie tworzyła, ludzie już wymyślali bogów. Od zjawisk przyrodniczych przeważnie, bo jakoś trzeba było tłumaczyć sobie błyskawice, deszcze, gwiazdy i wiatr. Tutaj powstaje pewien paradoks, gdyż może i bóstwa budowali, ale zaraz zakazywali wymawiania ich imion, gdyż mogło być to uznane przez siły wyższe za świętokradztwo, a co za tym idzie – mogło sprowadzić karę z niebios (gdyż przeważnie tam umieszczano nowo ulepionych panów świata). Trzeba było więc wybierać z plemion kapłana, który się z bogami komunikował – był ich głosem w świecie profanum.

Właściwie to nie tylko głosem, ale również palcem bogów. Uważano bowiem, że kapłani tacy mają moc leczenia, odpędzania złych duchów, muszą odprawiać ceremonie, gdyż ceremonia bez boskiego wysłannika nie może się udać i muszą robić mnóstwo innych rzeczy. Także czarować. O tak – opłacało się być czarownikiem. Czarownik przeważnie był jednocześnie wodzem plemienia, co dawało mu szerokie pole do manewru. Mógł zmuszać ludzi do dziwnych zachowań, grożąc klątwą lub oferując błogosławieństwa. Szamani byli więc bardzo dobrze usytuowani w hierarchii społecznej. Tylko trzeba było jeszcze narzucić tabu na magię i całkowite tabu na bogów. Na tę pierwszą, żeby nie przyszedł jakiś medyk i nie odebrał mu stanowiska, mimo, że był lepsze w te klocki. Na tych drugich, aby nie przylazł ktoś, kto się uznaje za głos boski bliższy panom niż szanowany powszechnie kapłan. Jednych i drugich skazywano na śmierć. Taka zabawa.

W starożytności, trzeba o tym bowiem napomknąć, było bardzo silnie utrwalone w społeczeństwie tabu śmierci. Takie “nie wywołuj wilka z lasu”. W Grecji nawet dostosowano język i bogów do tego, żeby przypadkiem komuś się nie wymsknęło. Słowo oznaczające śmierć (dzisiaj całkowicie zapomniane) zastąpiono zniknięciem (thanatos), które posłużyło jako imię dla Thanatosa – boga śmierci. Wszystko łądnie, pięknie i w ramach tabu. Grecy mieli jednak naciapane we łbie.

Potem przyszło sobie średniowiecze. Też wypełnione tabu po brzegi. Tabu na boga, które zostało do dzisiaj. Tak chronili swojego pana, że nawet mu imienia nie nadali. Oczywiście pan Bóg przez swoich kapłanów zakazał wolności słowa i wolności wyznania. A jeśli się komuś nie podobało to mógł odbyć bliskie spotkanie z gorącym pogrzebaczem, nabitym kolcami fotelem, i panem w czarnym kapturze. Inkwizycja miała to do siebie, że potrafiła się bawić. Cudzym kosztem. Dosłownie i w przenośni.

A dzisiaj? Dzisiaj wciąż mamy tabu na śmierć, tabu na “nie wywoływanie wilka z lasu”, przed którym chroni się odpukując w niemalowane i inne. Głownie związane z seksem. Nie mówi się dzieciom skąd się biorą – wymyśla się bajeczki o bocianach i kapuście zamiast powiedzieć o jajkach i plemnikach. Nawet w łóżku, dorośli partnerzy nie powiedzą sobie na co mają ochotę. Obchodzą swoje fantazje naokoło mając nadzieję, że partner zrozumie o co chodzi. I nikt nie powie penis, ani pochwa, bo to takie trudne do wymówienia i krępujące. A przecież jedno małe słowo może bardzo wiele zdziałać.

I w ten sposób doszliśmy od śmierci do seksu. Tak, nekrofilia też jest tabu. Ale o tym może kiedy indziej.

Everlast – Black Jesus

Odpowiedzi: 2

  1. Może mam zwidy, ale mi się wydaje, że o śmierci rozmawia się powszechnie. Nie jest to łatwe, ale to też nic tak nadzwyczjanego. Są programy w tv, rozmowy na forach etc.

    Grecy już w ogóle – oni wierzyli, ze kieruje nimi przeznaczenie, nie mieli wpływu na to kiedy umrą aż tak bardzo się nie lękali.

    A chrześcijaństwo pojawiło się na długo przed wiekami średnimi, to nie wtedy ‘wymyslono boga bez nazwy’.

  2. O śmierci rozmawia się, ale jest to zawsze dla wszystkich ciężkie. Nawet jeśli to śmierć cudza. To zawsze jest i był temat, który można pod tabu podpisać.

    Co do Greków – kij ma dwa końce. Z jednej strony wierzyli w przeznaczenie, które im szykował Mojry. Z drugiej zaś wierzyli, że bogowie żyją razem z nimi na świecie, a rozgniewanie któregoś z nich nie może być miłe. Dmuchali na zimne.

    Co do Boga. Wcześniej nazywano go Jahwe. Dopiero w średniowieczu odebrano mu imię. I dopiero w średniowieczu tak surowo za to karano.

Dodaj komentarz