“Ja wiem i Ty wiesz
wiemy, że my
wiemy co dzieje się naprawdę
a co się tylko śni.”
Indios Bravos – Pom Pom
Miałem pomysł, miałem ideę, która urodziła sie we mnie pewnego wieczora. Zupełnie inną od martwego łosia. Lecz kobieta, bo to one przyczyniają sie do upadków mocarstw, nie pozwoliła mi mojego geniuszu przelać na papier, przez co nikt już nie pozna tej wspaniałej myśli, która odeszła równie szybko, co się zjawiła. Gnije teraz na cmentarzysku pomysłów o których wszyscy zapomnieli. Ale ja chciałem, chciałem stworzyć coś wielkiego, wspaniałego, lecz pozostały mi tylko krótkie urywki z życia doczesnego. Nic specjalnego, ale z braku tak zwanego laku, tonący brzytwy się chwyta. I tu jest pies pogrzebany. Więc skoro nie mam nic innego to opiszę atrakcje Warszawy. Nie żebym to miasto lubił. Nie lubię, nie mieszkam w nim, nie znam go. Dlatego mogę popuścić wodze fantazji. A więc hokus pokus:
.
Szklana ameba
Szklane ameby są stworzeniami dość płochymi i drobnymi. Przeważnie mają rozmiary dużej dziurki nosowej, co czyni je olbrzymami wśród innych amebowatych, które osiągają wielkości od pół milimetra do milimetrów trzech, zaś ich odwaga dorównuje tej spotykanej u irlandzkich leprechaunów (mylnie tłumaczonych jako leprokonusy). Lecz ten warszawski osobnik jest zdecydowanie od innych jego rodzaju. Ma wysokość kilku pięter, ślinotok i chęć opanowania świata, przez przykrycie wszystkiego na swej drodze masywnym cielskiem pokrytym szklanymi, trójkątnymi płytami, zwanymi szybami. Póki co – ameba szklana pokryła budynek Złotych Tarasów, lecz w każdej możliwej chwili może kontynuować podbijanie świata. Uważajcie na siebie!
.
Balonowe niebo
Zjawisko atmosferyczne dość rzadko spotykane na świecie. Co prawda urokiem nie dorównuje zorzy polarnej, ale i tak jest bardzo ładne. Pierwsze wzmianki o tej anomalii pogodowej pojawiały się w staroegipskich papirusach między opisami dziesięciu plag, a cudami zwierzogłowych bogów: “Później wiatr północny przyniósł balony. Balony przyleciały (…) i pokryły firmament całego nieba. I barwną się stało niebo od balonów w takich ilościach. Balony przegnały wszelki deszcz z nieba i wszelki smutek z twarzy, który pozostał po deszczu.” Nawet dzisiaj ciężko znaleźć uzasadnienie tego zjawiska.
.
Pańska skórka
Na początku zwana skórką panieńską. Jest to tradycyjny cukierek Warszawski (dokładnie pochodzący z Pragi), sprzedawany tam głównie na cmentarzach podczas Święta Zmarłych, na jarmarkach i festynach. Dawniej uznawany za słodycz dla biedaków, oraz za lekarstwo na kaszel. Osobiście spróbowałem i stwierdzam, że całkiem niezłe. Trochę mi przypomina w smaku watę cukrową oraz (nawet bardziej) rachatłukum (choć to dopiero sobie uświadomiłem, kiedy przeczytałem historię pańskiej skórki). Jak ktoś będzie miał okazję to polecam spróbować. Może nie wygląda zbyt ciekawie, ale jest niezłe.
_
Kaczki
Tak – kaczki. Nie łabędzie. Nie pawie w łazienkach (brzmi dwuznacznie, wiem), nawet nie gołębie, tylko kaczki. Co w nich fajnego? Pływają po betonowym bajorze wypełnionym śmieciami i całym możliwym syfem, łącznie z morderczymi bakteriami. Pływają, składają jaja z których rodzą się przyszłe pokolenia kaczek, a od czas do czasu się gwałcą. Ot tak – dla podtrzymania gatunku. Byłem świadkiem takiej sceny okrutnej i drastycznej. Cztery kaczory z szerokimi, zielonymi karkami, zasadziły się na biedną szarą kaczuszkę-biedaczkę. Każdy po kolei jej, z braku lepszego słowa, dosiadał na wodzie, podtapiając ją i kopulując. Kaczka oczywiście, jak to młoda dama, wyrywała się oprawcom, odlatywała, uciekała i starała się chronić, lecz niestety nie mogła wiele poradzić. Musiała co chwilę wracać do gwałcicieli, gdyż pływali oni w pobliżu jej biednych, samotnych dzieci. Wracała, została wykorzystana, uciekała, wracała… Błędne koło gwałtu. Biedna kaczka.
_
KFC
Atrakcja bez której nie ma zjazdu w Warszawie. Tak przynajmniej mi się wydaje. Bo właśnie tutaj, pod wpływem Napoju z dolewką, dwóch Longerów i małych frytek można tworzyć i wymyślać całkowite fantasmagoryzmy. A to ktoś zrobi Teatrzyk Martwych Płodów (niestety wówczas mnie nie było, więc nie wiem co to za frajda), a to narzeka się na poziom takich rzeczy jak Sexi Flexi czy gruby, młody Murzyn śpiewajacy o pięknych kobietach. Czasem pod wpływem Qurrito, niejaki Robert S. wpadnie na pomysł nalania do kubka z dolewką wszystkiego co tylko jest dostępne w KFC, tworząc tym samym miksturę zmieniającą smaki, kolory i stan umysłu degustatora. Co w prostej linii prowadzi do strzelania słomkami, następnie ich *pyk*ania, a potem zmieniania zużytych słomek w “Dwugarbnego Wielbłąda Salvadora Dali“.
_
Burak
Zwany również Al-Buraq ( البُراق ). Rumak Mahometa, którym ten udał się w podróż do nieba oraz do Jerozolimy, gdzie spotkał się z archaniołem Dżibrilem, znanym również chrześcijanom i Żydom pod imieniem Gabriel. Burak był przedstawiany z białymi skrzydłami przy kopytach oraz czasem z twarzą kobiety zamiast końskiego pyska. Oczywiście koń był stworzeniem boskim, które przed Mahometem służyło także, między innymi, Abrahamowi. Z czego oczywiście wynika, że nazwanie kogokolwiek burakiem, czy raczej Burakiem, jest powodowane szacunkiem do nas, a nie jego brakiem. Buraka można spotkać praktycznie w każdym Warzywniaku i w Warszawskim Muzeum Etnograficznym.
_
Oczywiście atrakcji w Warszawie jest więcej, ale nie będę tutaj o nich pisał. Jeżeli ktoś będzie chciał znaleźć w stolicy trochę więcej niż beton, stal i szkło to może mu się uda. Oczywiście jest to strasznie ciężkie, ale wykonalne. A jeśli nawet nie chce mu się ruszać tyłka i lecieć do Warszafki (Warszafka płonie, Warszafka płonie) to niech chociaż poszuka atrakcji w swoim własnym mieście. Na pewno coś znajdzie.
_
Dwugarbny Wielbłąd Salvadora Dali z Olą w tle

Zamieszczony w: przerost formy nad treścią | Otagowane: ameba, atrakcje, balon, beton, burak, gwałt, kaczka, KFC, niebo, pańska skórka, płód, stal, szkło, warszawa, weekend, wielbłąd
masz statnio smutne dla zwierząt tytuły ;)
w Kjejefsi zawsze się coś urodzi, jak nie wielbłąd, to martwe płody ;P
Nie ma nic o spotkaniu ze mną. Przeoczyłeś najlepsząatrakcję. Strzelę Cię za to słomką przy najbliższym spotkaniu w KFC. ;P
Nie ma nic o wielu rzeczach. Poza tym, Julko, Ty teraz nie jesteś atrakcją Warszawy, lecz Lublina. ;)