Pierwszy kwiat cz. 2
“Czuję jak rosną Ci kości
Wszystkich nieprzyzwoitości
I foliowych pocałunków,
Pocałunków moc całą długą noc
I spojrzenie bez litości.
Dusza błąka się w zazdrości”
Koniec Świata - Cynamon
I nastał dzień kolejny. Kwiaty powoli budziły się do życia, liście chłonęły energię promieni słonecznych, a oczy powoli przyzwyczajały się do ciepło-złotych zaokiennych promieni (No może w istocie nie było tak do końca, bo na zewnątrz wszystko było szare i wilgotne, ale kto by na to zwracał uwagę, leżąc koło pięknej niewiasty. Mogłaby być burza z piorunami, a ja i tak zarzekałbym się pewnie, że za oknem jest letni żar, a pszczółki robotnice pracują w pocie czoła, aby przygotować nam miód na osłodę życia.).
No więc wstaliśmy z tego wygrzanego łóżka, spod pierzyny, z uścisków, naprzeciw kolejnemu dniowi, stawiając mu dumnie, choć trochę durnie, czoło. I ruszyliśmy swoje tyłeczki, każde swoje 3 dupy i po chwili znów zmierzaliśmy ku Grzesiowi, którego zostawiliśmy na pastwę kobiety odchudzającej się, prawnika i nieznanego, tajemniczego weganina (oraz wielgachnego Owczego kubasa). Co prawda do samej siedziby zła i bezeceństw (gwałtów, upadłych zębów i zjazdów) nie dotarliśmy, bo z człowiekiem z afro spotkaliśmy się na rondzie. Ale kogo to obchodzi - przejdźmy do konkretów.
Czyli do jedzenia i przyjemności fizycznych. Bo wiecie, kiedy się schodzi do piwnicy w Republice Róż (nielubianej przez niektóre persony, co jest bardzo dziwne, bo moi goście bardzo miło się poczuli nawet jeszcze przed wejściem do środka) to niektóre Owce dobierają sie do niektórych Afro i smyrają po skórze głowy doprowadzając do rozpieszczenia milionów nagłownych punktów G. Ale to jeszcze nic, bo kiedy zamówienie zostało złożone i już wszystkie dobrodziejstwa zostały przyniesione to nawet moja dieta siedząca w mojej głowie dała się zamknąć na chwilę do klatki, żeby tylko móc skosztować tych smakołyków.
I tak razem z nami przy stole zasiedli: duże cappuccino wraz z pucharem gorących malin, frappe truskawkowe razem z pieczonymi owocami i migdałową kruszonką, zaś garnitur kolekcji smakołyków został wypełniony czekoladą bananową przytuloną do sałatki owocowej. “Gdyby kubki smakowe mogły przeżywać orgazm to moje właśnie by szczytowały“. Tak to jest, kiedy człowiek niedoświadczony przyjemnościami Matki Natury zasiada przed stolikiem nakrytym koronkowym obrusem zastawionym ambrozjami, afrodyzjakami, antyanorektykami. Jak to przyjezdni określili - to jest jedna z tych rzeczy, dla których warto by przeprowadzić się do Poznania. Najprawdziwsza prawda - drzwi do Edenu.
No, ale kiedy sie istotki niewinne napchały kaloriami, słodkościami i innymi otylcami to musiały je spalić, bo wczorajszy koncert nie wystarczył na takie słodyczowe fanaberie. No więc wzięli się zebrali, żeby nie zamówić kolejnej porcji raj-ust i wybrali sposób spalenia - kręgle!. Tak, tylko, jak się na miejscu okazało, cała kasa została wydana podczas uczty, a na spalenie nie zostało nic, co doprowadziło do tego, że miast rzucania kulą w słupki wzięliśmy tyczki i uderzaliśmy kulki. Ekhm… w sensie, ze się zbillardowaliśmy. I to ostatni raz, bo Grześ jest za dobry w te klocki. Znaczy się kulki.
> A teraz skrót z kolejnych kilku godzin. Najpierw żarliśmy, gdyż moja dieta jeszcze nie wróciła z wakacji. Pani Liszowska zamiast śpiewać kwiczy, a Empik jest miejscem gdzie można spędzić bardzo długi czas. Ba - nawet więcej, gdyby Owca nie wyciągnęła Afromana siłą. Wróciliśmy też do dzieciństwa, czytając bajeczki. <
I wróciliśmy znów do domu. Jednak teraz ta scena nie zostanie wycięta, bo po co? Grześ w końcu zobaczył moją ciasną klitkę i chyba mu się spodobała, bo od razu dobrał się do komputera i zaczął nas zabawiać filmikami z TyTuby. Śmialiśmy się tak szaleńczo (a przynajmniej ja się tak śmiałem, że mój śmiech zagłuszał wszystko inne), że rodzice stwierdzili, ze na pewno ćpam, a siostra ze swoimi kumplami chcieli ode mnie załatwić zioło. “Grześ jest świetny!” - jak by to powiedziała Ola. Co więcej - ja jestem gościnny więc moi goście zostali uraczeni kawałkiem ciasta pseudosernikowego, ale się nie skarżyli więc im smakowało chyba. Tylko niestety na moich oczach zostałem zdradzony przez moją dziewczynę. Smutne acz prawdziwe. Ale jak to było w Shreku “znaj łaskę pana“, więc przebaczyłem niewieście nie wiedzącej co czyni (co prawda później sam zostałem oskarżony o zdradę, ale to już inna historia.
A teraz powoli dochodzimy do końca. A właściwie dojeżdżamy bestiami komunikacji miejskiej. Grześ został wsadzony do tramwaju i czule pożegnany, wyściskany, ucałowany i pijany, dlatego trochę się o niego baliśmy, ale dał sobie radę, choć po pięciu minutach zapomniał jak dojechać do swojego lokum, mimo, że było w linii prostej. Ale niepełnotrzeźwemu można wybaczyć.
Słowem zakończenia - było wspaniale. Co prawda weekend zakończył się dopiero następnego dnia, ale działy się wtedy takie rzeczy o których się nie śniło filozofom, dlatego zostawię wam odrobinkę miejsca do domysłów. A macie!
KONIEC
PS. Dziękuję wszystkim ,którzy brali udział we wspaniałości tego weekendu: Oli, Grzesiowi, Michałowi i Laurze, Hani i Zosi oraz Joannie Liszowskiej (NIE ŚPIEWAJ!). Buziaki.
Dropkick Murphys - Johny, I hardly knew ya
Tagi: Afro, billard, eden, jedzenie, koniec, Owca, Ponzań, poranek, raj, smak, szczęście, słodyczne, weekend, zdrada
kwiecień 9, 2008 @ 7:41 pm
Oby Was takich więcej i więcej było w Poznaniu. :)
Tym razem przygnieciona przez natłok obowiązków i różne inne powinności rodem z piekła nie mogłam się stawić na figle-śmigle, ale następnym razem będziemy to musieli Kochani odrobić.
Ściskacze wielkie. :)
kwiecień 9, 2008 @ 9:01 pm
Zgadzam się! Co to za Poznań gdzie nie widać choć przez chwilę Magdy?!
kwiecień 9, 2008 @ 9:03 pm
No bo Magda porzuciła swoje stare legowisko potworzyszcze. Teraz rycerze na nią polują w innej grocie, w innej jamie. Taka to Magda. :P
kwiecień 11, 2008 @ 12:12 pm
Ja teraz w zamku mieszkam! ;P
I korków udzielam, co mi zjada cały czas - na nas!
Ale przyjdzie maj, matura bzdura i znowu będzie pięknie! :P
Poznaliście Piotra, który teraz mieszka w mojej norce? ;)
kwiecień 11, 2008 @ 2:11 pm
My nie, ale Grześ poznał. Ja sie trochę boję :P
kwiecień 12, 2008 @ 1:36 pm
Miły. I poznałam pokój jak do niego weszłam! :P