Pierwsze dni wiosny

Będziemy tam nago biegali po łąkach,
Okryją nas drzewa, gdy zajdą wszystkie słońca.
I czując Cię obok opowiem o wszystkim
…”
Myslovitz – W deszczu maleńkich żółtych kwiatów

Przeżarcie przenajżarlejsze. Święta, takie jak te, potrafią być bolesne nawet dla osoby niewierzącej, takiej jak ja. No bo jak tu nie wpychać w siebie tego wszystkiego, kiedy leży na stole i leniwie zerka spod warstwy czekolady i zdaje się tym spojrzeniem wyrażać “zjedz mnie!”, “wypij mnie”. No i zamiast Mateusza siedzącego na krześle przed talerzem świecącym bielą, pojawia się Alicja w krainie jedzenia. Nakłada sobie karkóweczki z sosem z pieczeni, schab z jajkiem, bigosy mieszane pełnym kobiecym kolanem, chleby świeże wysmarowane grubo masłem. No i te tłustości wszystkie trzeba jakoś przyswoić, zrobić sobie meksykańską sjestę. Ale jak tutaj dać upust żołądkowi, kiedy na stół nakryty białym obrusem, wtaczają się baby cytrynowe w sukniach z czekolady, serniki nieskromnie polukrowane, marcepany w złotych negliżach, króliki białoczekoladowe, jajka z niespodziankami. No jak odejść od stołu, kiedy brzuch, mimo, że już nie ma w nim miejsca, żąda kolejnych porcji żarcia. No jak to to tak? Apetyt rośnie w miarę jedzenia, lub w nowosłowiu – “hiperkonsumpcja nie posiada mety, rośnie jak penis, a wraz z nią apetyt“.

Bul bul ból.

Bulgocze sobie brzuszek, który na rękach trzeba nieść przed sobą, żeby przypadkiem nie przeważył nosiciela, bo może się to źle skończyć, bo schody to nie jest dobre miejsce na przewracanie się pod własnym ciężarem, gdyż można zostać wyśmianym przez kota – ten jest sprytny, bo biega i lata i codziennie je dużo, a ja, chłopiec-kruszynka, odświętnie tylko jem, kiedy ktoś we mnie wmusi porcję smakowitego ciasta czy pieroga (oczywiście hardkorowego). W końcu jednak dociera się, po pokonaniu przeciwności losu i schodów życia, wraz ze swoim brzuszyskiem, wypełnionym cudami nowoczesnego świata, do własnego i całkowicie osobistego pokoju, w którym tyle się działo i tyle siedziało i rzuca się na sofę, która robi głośne puff, tłumacząc grubasowi tym samym, ze powinien schudnąć i nie żreć tyle, nawet jeśli są święta.

Lecz kogo obchodzi taka sofa pokryta czarnym i śliskim pseudoskórowem materiałem? Oczywiście nikogo. Dlatego można się na niej położyć z całą swoją masą, słuchając kolejnych pufnieć. I tak leżeć, powoli wpadając w drzemkę, z drzemki w lekki sen, z niego w ciężki i tak dalej i tak do rana. Rana, bardzo wczesnego, bo nie mogę sobie przecież pozwolić na zaspanie, bo inaczej może się to skończyć powodzią w łóżku. O tak, lany poniedziałek. Dzień, w którym można ludzi olewać. Ba, nawet trzeba, taka tradycja. Co więcej, to taki dzień, w którym im więcej się dziewczynę olewa tym bardziej się ją lubi. Tak to było dawniej, że im dziewuch ładniejsza we wsi była, tym więcej chłopów ją z mokrą witką goniło. Prze-je-ba-ne Od tego można przecież zapalenie płuc złapać. No nie?

Ale teraz już jest dobrze. Ani nie jestem za bardzo mokry, ani zziębnięty, ani olany. Jest mi całkiem ciepło i miło. Tylko sam nie mam kogo olewać, bo najładniejsza dziewucha we wsi jest w Warszawie. Hej!

Omnia – Wytches’ brew

Odpowiedzi: 5

  1. O tak. Potrójna ciąża z jabłecznikiem. O tak.

  2. No i bicie mokrą witką kobiet? :P Ciekawe jak one się na to zapatrują. :)

    Sernik mam obok. Mniam! :)

  3. Warszawa! W tym roku dziwne święta. nie mam apetytu! w święta! normalnie porażka!!! nie mam ochoty nawet a ptasie mleczko!

  4. Obżartuszki trafiają do siódmego kręgu piekieł.

  5. Rzymianie mieli swoje sposoby na dawanie upustu żołądkowi, o czym mój brat uznał za stosowne wspomnieć przy wielkanocnym obżarstwie. Ble. ;P

    Gruba warstwa masła mnie rozbawiła. :D Bardzo zacna notka. :))

Napisz odpowiedź