Szorty Erato

“Hiperkonsumpcja nie posiada mety,
rośnie jak penis, a wraz z nią apetyt.”

L.U.C | RAH – Nibyminipocieszne psychomaterionety

A dzisiaj, żeby nie było narzucania siebie nikomu innemu i, żeby stało się jakieś odświeżenie materionetkowe – bez notki. A co – mój blog, moje notki, moje sranie w banie, pierdolenie na scenie. Bo blogi są po to, żeby wylewać swoją żółć na świat, wierząc (naiwnie) w to, że kogoś drugiego obchodzą blogersowe wyrzekania, narzekania, zrzekania i przyrzekania, i dlatego choć raz chcę od tej formuły odejść. Bo oczywiście takie pisanie by pisać jest to w pewien sposób metaforyczne powiększanie penisa, czy piersi. Metaforycznie, bo może okazać się, że jest zgoła odwrotnie i taki internetowy pamiętniczek służy do tego, aby przekazać światu “mam za duże i w dodatku obwisłe piersi”, a jak wiadomo, a przynajmniej jak ja wiem – każdy ma w swoim ciele coś wspaniałego, jakiś pierwiastek pierwotnej perfekcji. I ten maleńki jon może być nawet w tej części ciała, która jest uważana przez jej nosiciela za okropieństwo przenajstraszliwsze. W końcu, to nie ta osoba narzekająca jest odpowiedzialna za gust obserwatorów, którzy mogą być na tyle zauroczeni wspaniałością pierwotną, nijak mającą się do współczesnego pojęcia piękna, że nawet największa i najobwiślejsza pierś staje się dla nich najprawdziwszym arcydziełem sztuki. Dlatego należy doceniać każdy decymetr sześcienny i każdy milimetr posiadanego mięska. I pamiętać, że dużo ciałka to większa miłość, a apetyt rośnie w miarę jedzenia.

No i to by było na tyle, bo w końcu miało być krótko. W zamian za nierozpisanie się, rzucę dwoma kawałkami, które ostatnio chodzą mi po głowie i nie chcą z niej wyjść. Nie jest to wynagrodzenie tego, że mało pisałem, bo wszyscy i tak wolą krótkie wpisy, tylko jakieś uzupełnienie miejsca, zeby się nie zmarnowało. A więc o ile, wklejony poniżej, projekt L.U.C z Rahimem podoba mi się od niedawna, lecz już mocno zakorzenia się w moich bebenkach i membranach w uszach, o tyle “Gay sons of lesbian mothers” jest moim ulubionym utworem, który nadaje się, moim zdaniem, do wszystkiego – romantycznej kolacji przy świecach, picia wódki, uprawiania seksu, czy do grania na stypach. A co – mój gust, więc tak mogę sobie pisać. Miłego oglądania i słuchania!

L.U.C | RAH – Nibyminipocieszne psychomaterionety

 

Kaki King – Gay sons of lesbian mothers

Odpowiedzi: 14

  1. kaki king jest do wszystkiego i niczego zarazem.z wszystkich kawałków jakie tu znalazłam najbardziej przypadło mi do gustu walk in the sky.miłoby było znależć tutaj jeszcze kiedyś coś tego wykonawcy.

  2. Obraziłaś mój najukochańszy utwór. FOCH!
    A jeśli chodzi o Bonobo to jeszcze kiedyś bedzie, tylko niekoniecznie z wokalizą Bajki. :)

  3. ,,A co – mój gust, więc tak mogę sobie pisać. ”- Twój gust ,a nie niczyj inny,nikt ci nie odbierze najulubieńszości tego utworu .
    Dzięki za obietnicę(a może jednak z Bajką;to wokal był najmocniejszym punktem walk in the sky).

  4. Połechtałaś moją narcystyczną duszę. Masz za to plusika.
    Tylko napisz mi jeszcze kim jesteś, bo nie wiem gdzie słać kwiatki? :P

  5. A mnie się wpis podoba. Taki ładny. :D
    No i teledyski są świetne. :)

  6. Ty chyba utoniesz w kwiatkach za ten komplement=p(do wydrylowanyhazardius )

  7. Aniu – daj adres. Wyślę kwiaty, bo piszesz cały nick bez błędu! :D

    A od Mata chcę tylko czekoladę! xD

  8. On jest chłopcem. On drapie, kiedy się go całuje. :P

  9. Nie! Bo się ogoliłem!
    Jutro!
    xD

    Ech. Czas najwyższy by znów się ogolić. x/

  10. Ty powinieneś mieć czas najwyższy codziennie. :P

  11. Ja tam uważam że kilku dniowy zarost jest pociągający…

  12. Ta, zwłaszcza u gołowąsów, nie? :P

  13. Ale nie dwutygodniowy! xD

  14. skończyło się kwiatkowanie=p

Dodaj komentarz